DZISIAJ JEST...


...Skończ z problemem, szukaj rozwiązań..

INFORMACJE


Grupa AA "Emigranci"


W każdą niedzielę o godzinie 19:00 w Kościele St.Augustine's przy Washington Street w Cork odbywa się mityng polskiej grupy AA ''Emigranci''


Centrum Konsultacyjne dla Uzależnionych i Ich Rodzin w Dublinie


Zapewnia profesjonalną pomoc i wsparcie dla osób uzależnionych,
współuzależnionych oraz z rodzin dysfunkcyjnych z barierą językową,
Coolmine House
19 Lord Edward Street,
Dublin 2, Ireland
tel: 0860 861 018
E-mail: cku.info@gmail.com
Fila w Cork

17 George's Quay, Cork
tel:0872646431


Arbour House


Profesjonalne Centrum leczenia nadużyć alkoholu i narkotyków oferuje usługi dla osób z problemem uzależnień.
Terapia prowadzona jest w języku angielskim, bezpłatnie w ramach usług świadczonych przez HSE Tel: 021 496 8933


Punkt SOS dla osób z problemem uzależnienia


Punkt działa w biurze Centrum Together-Razem
17 George's Quay,Cork
w każdą środę
w godzinach:
od 5.00 PM do 7.00 PM

Rejestracja telefoniczna:

Tel. 089 4137628 do godz. 20.00 od poniedzialku do piatku



RANKING  TERAPII  UZALEŻNIEŃ

Oni zmienili swoje życie..



''Jeżeli jesteś chory i zmęczony, byciem chorym i zmęczonym''




Przemierzamy uliczki centrum Cork w poszukiwaniu cichego miejsca, w którym moglibyśmy spokojnie porozmawiać. Marek zatrzymuje się obok przycupniętego na ziemi mężczyzny. Wita się z nim. Rozmawia płynnie w języku angielskim. Do niczego go nie zmusza, nie nakłania. Po prostu zamienia z nim kilka słów i odchodząc zostawia ulotkę.
Bywalcy ulic znają Marka dobrze, niektórzy nierzadko dzielili z nim koc. Zapewne też nie raz już tę samą ulotkę zmiętą wsunęli do kieszeni. Jeśli jednak nie tym razem, to może następnym, kiedy bedą ''chorzy i zmęczeni byciem chorym i zmęczonym '' dostrzegą w tym zmiętym kawałku papieru szansę na ratunek dla siebie. Tak jak Marek..


Pierwszy raz sięgnął po narkotyki i alkohol gdy miał 18 lat. Od tamtej pory wszystko czego spróbował wprawiało go w zachwyt i zakochanie. Tak było na początku. Potem narkotyki i alkohol stały się jego sposobem na życie. A póżniej na przetrwanie..
W domu rodzinnym Marka nie było alkoholu. Gościła w nim miłość, zrozumienie, wzajemna pomoc, czyli wszystko to co zdaniem Marka składa się na odpowiednie wychowanie.
Jak sam o sobie mówi:

- Zawsze byłem czarną owcą. To ja zawsze byłem tym, który przeszkadzał na lekcji i rozrabiał. To ja przyniosłem do domu trawkę i dałem spróbował rodzeństwu.

Opowiadając swoją historię, Marek nie próbuje się wybielać, usprawiedliwiać. Jest szczery nie tylko ze mną ale przede wszystkim sam ze sobą. Wie, że bedąc szczerym wobec siebie i ludzi, którym pomaga, daje swiadectwo temu, że można się podnieść z najgłębszego bagna.
Przyjechał do Irlandii 6 lat temu. W Polsce przez jakiś okres miał dobra pracą, odnosił sukcesy, był szanowany. Wszystko to stracił przez narkotyki i alkohol. Tu w Irlandii trochę pracował ale nie praca była celem jego przyjazdu.

- Prawdę mówiąc uciekłem od problemów i rodziny, która psuła mi komfort picia i brania - przyznaje - trochę popracowałem ale nie długo, wolałem kombinować. Robiłem wszystko co można robić aby zdobyć narkotyki, nie pracując. Handlowałem, kradłem, żebrałem i kombinowałem.

- Brałem wszystko co tylko mogłem brać - kontynuuje - marihuanę, amfetaminę, heroinę, leki.
Co tylko wpadło mi w ręce i co byżo możliwe do zdobycia.

Marek pomieszkiwał w kilku miejscach ale jak przyznaje tylko po to by mieć stały adres niezbędny do otrzymywania świadczeń czy innych formalności urzędowych.

- Tak naprawdę byłem człowiekiem ulicy - mówi - na ulicy mogłem zdobyć wszystko co było mi potrzebne i do czego miałem zamiłowanie - narkotyki i alkohol. Na ulicy wszyscy piją i biora. To był mój świat. Zatraciłem sie w tym i nie widziałałem wyjścia. To był jedyny sposób na życie jaki znałem i już nie chciałem znać innego.

Wszędzie, gdzie się pojawił nie zagrzał długo miejsca. Musiał znikał z powodu problemów. A problemy narastały. Potem już były tylko wedrówki do więzienia, z więzienia na ulicę, z ulicy do szpitala i ze szpitala na ulicę. W miejsce zachwytu i zakochania, które zniknęły już dawno, pojawiły sie problemy związane z życiem ulicy, brak środków do życia, walka o przetrwanie, o kolejną dawkę, która usmieży ból i bezsens zycia, krwawe wymioty i problemy z poruszaniem bo Marek nie mógł chodzić.

- Zdecydowałem się na pobyt u sióstr w Blarney - mówi Marek - ale tak naprawdę nie myślałem o leczeniu - przyznaje - chciałem poprawić swój stan zdrowia. Byłem tam trzy i pół miesiąca. Otrzymałem zasiłek zdrowotyny.

- Od tamtej pory regularnie brałem Valium, którego później potrzebowałem coraz więcej, więc znów kombinowałem. Narkotyki zastępowałem sobie lekami - kontynuuje - po długim okresie brania Valium straciłem kontakt z rzeczywistością.

W styczniu 2010 roku Marek został znaleziony w ciężkim stanie, zmarznięty na ulicy. Wolontariusze z Victory Outreach* zawieźli go do szpitala, z którego uciekł i wrócił na ulicę. Miał jednak w kieszeni ulotkę..

- Nie pamiętam jak to się stało, że zadzwoniłem pod numer podany na ulotce ale to był najlepszy wybór jakiego w życiu dokonałem - podsumowuje swoją decyzję - mój kolega nie miał tyle szczęścia. W dniu, w którym zostałem znaleziony, dostał wylewu krwi do mózgu. Żył jeszcze przez kilka dni, podtrzymywany przez respiratory, które decyzją rodziny zostały odłączone.

W sierpniu tego roku Marek ukończył kompletny program rehabilitacyny. Jest czysty od dwóch lat. W trakcie pobytu w Victory Outreach jego życie zupełnie sie zmieniło.


powyżej Marek


- Bóg otworzył moje oczy na rzeczy, których nie dostrzegałem - mówi z przekonaniem - odkrywam w sobie uczucia, jestem wrażliwy. Mogę robić cos wartościowego i pierwszy raz w życiu odczuwam satysfakcję z tego co robię.

Marek na codzień pracuje w kawiarni i centrum informacyjnym ośrodka chrześcijanskiego Victory Outreach. Jest przełożonym w domu w którym odbywa się drugi etap rehabilitacyjny. Wprowadza w życie wszystko to czego nauczył sie w trakcie reahabilitacji. Raz w tygodniu wraz z całą grupą udaje się na ulice Cork w celu ewangelizacji bezdomnych, robi to również sam w każdej wolnej chwil, kiedy jest w mieście.

- Pokazujemy ludziom z ulicy, że można ocalić swoje życie, zmienić się i zrobić coś wartościowego - przekonuje - i to jest szansa, start na początek drogi o której być może zapomnieli.

Na pytanie czy nie uważa, że wolność naszych wyborów jest naszą wolnością i nie należy jej nam odbierać, Marek odpowiada:

- Nie wolno się poddawać. Jeśli my nie wyjdziemy na ulice i nie podamy pomocnej dłoni to zagubieni ludzie nie będą się mieli czego uchwycić. Jeśli nie ja, ty, on, to kto? - pyta

- Dwa lata temu byliśmy w Łodzi. Przeprowadzaliśmy akcje ewangelizacyjne - wspomina Marek - przybyli też ewangeliści z Holandii, Anglii, Niemiec by spotkać się i poznać histrorię Arta Blajosa*, płatnego zabójcy, który spędził 17 lat w więzieniu z czego cztery w celi śmierci. Jego życie zmieniło się w Victory Outreach. To pokazało ludziom, że wszystko jest możliwe.

Na pytanie o marzenia i plany, Marek odpowiada:

- Wierzę, że Bóg ma dla mnie plan. A marzenia? Chciałbym aby Victory Outreach się rozwijało, aby synowie i córki wracali do matek a matki do swoich dzieci.


Maciej jest czysty od 10 miesięcy. Nie pije, nie bierze, nie pali. Ukończył pierwszy etap rehabilitacyjny w Victory Outreach i rozpoczął drugi. Marka zna od pięciu lat.


Pierwszy raz zetknął się z alkoholem gdy miał 16 lat. Pił przez dwadzieścia cztery lata.
Przez ostatnie lata w jego życiu dominowały narkotyki. Do Irlandii przyjechał osiem lat temu by podobnie jak Marek uciec od problemów, które były powodem jego uzależnienia.
Przez kilka lat, mimo picia udawało mu sie utrzymać pracę. Z czasem jednak wszystko stracił a ulica stała się jego domem.

- Przez ostatnie pięć lat brałem właściwie wszystko - wyznaje - amfetaminę, kokainę, heroinę, morfinę. Uzależniłem się też od Clonozepanu.

Po krótkim czasie Maciej już nie myślał o pracy. Żebrał, kradł,oszukiwał kombinował.

- Pierwszą rzeczą jaką robiłem po przebudzeniu - opowiada - było sprawdzanie ile mam jeszcze amfetaminy i na jak długo mi wystarczy.

- Prawie trzy lata mieszkałem na ulicy - wspomina - straciłem sens życia. Przestałem być człowiekiem.

Przez prawie trzy miesiące Maciej nosił ulotkę, którą dostał od Marka, zanim zdecydował się poprosić o pomoc. Nie chciał wyrwać się z marazmu w jakim tkwił a jedynie od tego odpocząć, podreperować się. Nie przypuszczał, że pobyt w domu rehabilitacycjnym Victory Outreach odmieni jego życie.

- Program jest bardzo ciężki - przyznaje Maciej - wczesne wstawanie, modlitwa, prace porządkowe, to tylko niektóre z całodniowych zajęć. Często płakałem - wyznaje - To naprawdę program dla najgorszych z najgorszych ale dzięki temu programowi otworzyłem się na siebie. Modlitwa sprawiła, że usłyszałem siebie i swoje potrzeby.

Maciej przyznaje, że nigdy nie był odpowiedzialny za siebie a tym bardziej za innych. W Victory Outreach uczy sie tej odpowiedzialności. Uczy się życia na nowo.

- Nie wyobrażam sobie życia po za Victory Outreach - podsumowuje - pomagamy ludziom wyjść z bagna, w którym sam tkwiłem przez wiele lat. Zapewniamy im dom, pracę a nawet edukacje. Wreszcie robie coś wartościowego.

Maciej nareszcie ma swoje marzenia ale na dzień dzisiejszy skupiony jest na wprowadzaniu w życie tego czego nauczył się podczas pierwszego etapu programu rehabilitacyjnego. Uważa, że odnalazł swoją drogę.

Oboje z Markiem zgodnie twierdzą, że do Victory Outreach może przyjść każdy. Słaby jezyk angielski bądź jego brak nie jest barierą, bo jesli ktoś poradził sobie na ulicy, poradzi sobie również w Victory Outreach.

Wyrwanie się ze szpon nałogu i ulicznego życia nie jest rzeczą łatwą ale jak widać możliwą. Dla niektórych to cud, dla innych wiara w siłę wyższą jakkolwiek każdy z nas ją pojmuje. Podobno wiara góry przenosi, trzeba tylko uwierzyć i tej wiary się uchwycić.



*Victory Outreach


Kościół chrześcijański założony w 1967 roku w Los Angeles przez pastora Sonny Arguinzoni, uzależnionego od heroiny, byłego członka nowojorskiego gangu.
Należy do ruchu zielonoświątkowego. Celem Kościoła jest szerzenie ewangelii Jezusa Chrystusa tak, aby nawracał ludzi na chrześcijaństwo.
Victory Outreach koncentruje się na pomocy osobom, które znalazły się na skraju społeczeństwa , takim jak narkomani, prostytutki czy przestępcy.
W połowie 2006r. powstało już ponad 600 lokalnych kościołów i tyle samo domów rehabilitacyjnych na całym świecie. W Irlandii kosciół istnieje od 14 lat.
W Cork, Victory Outreach założony został w 2009 roku przez Pastora Martina Lyncha.
Obecnie w Cork jest dom rehabilitacyjny dla mężczyzn, jednak wkrótce powstanie również dom dla kobiet. Główny celem programu rehabilitacyjnego jest przywrócenie życia, które zostało zniszczone lub zakłócone przez narkotyki i alkohol, poprzez ustanowienie trzech podstawowych wartości:

- zaangażowanie w miłość do Jezusa Chrystusa
- odbudowa rodziny
- pozytywna etyka pracy

Jednym z podstawowych założeń rehabilitacji jest również kształtowanie poczucia odpowiedzialności a także kształtowanie liderów w społeczeństwie.
Każdy kto zgosi się o pomoc do Victory Outreach, pomoc tę otrzyma. W Każdej chwili można dom rehabilitacyjny opuścić jak również można związać się z kościołem na długo,pracując i niosąc posługę jeszcze cierpiącym.


*Art Blajos


Płatny zabójca na usługach meksykańskiej mafii. Siedemnaście lat spędził w więzieniach z czego ponad cztery lata w celi śmierci - jego życie zmieniło się dzięki Victory Outreach. Porzucony przez matkę, Art Blajos trafił do domu dziecka, gdzie został wciągnięty w gangi, przemoc, narkotyki i przestępczość. W wieku 16 lat trafił po raz pierwszy do więzienia, a krótko potem został wysłany do słynnego kalifornijskiego Zakładu Karnego w San Quentin. Tam swoje życie zaprzedał meksykańskiej mafii, gdzie służył jako płatny zabójca według zasady "Blood In, Blood Out" (raz wchodzisz, już nie wychodzisz).

"W sumie odsiedziałem siedemnaście lat, z czego cztery i pół roku w celi śmierci. W wyniku ciągu wydarzeń trafiłem do Domu Rehabilitacyjnego Victory Outreach, gdzie wypowiedziałem "modlitwe grzesznika". Zaprosiłem Jezusa do swego serca i przyjąłem go jako swojego Pana i Zbawcę. W tym momencie moje życie zaczęło się zmieniać. Bóg przemienił mój umysł i dał mi nowe serce" - opowiada Art Blajos.

( '' Blood in, Blood Out'' - autor: Art Blajos i Keith Wilkerson )


Autor: K.W.